5 lip 2007

bolączki reklamowe

przez te wszystkie lata powinnam przyzwyczaić się do myśli, że reklama nie zawsze mówi prawdę i niekiedy jest jej nie po drodze z etyką. powinnam, prawda? a jednak wierzgam niepokornie, gdy trafiam na takie konstrukcje:
  • jest to stała opłata za korzystanie z darmowych połączeń,
  • zmiana na xxx jest całkowicie bezpłatna,
  • otrzymacie dodatkowy bonus,
  • ceny połączeń płatnych.
dopatruję się w tym nie tyle efektów nieporadności stylistycznej, co pewnej manipulacji językiem, a co za tym idzie – rzeczywistością. ktoś wmawia mniej bystrym konsumentom, że trzeba wnieść opłatę za coś darmowego, że jakaś usługa może być mniej lub bardziej – czy nawet całkowicie – bezpłatna, że zwykły bonus nie wystarcza, a tu można dostać bonus dodatkowy, natomiast ceny połączeń płatnych są czymś innym niż zwykłe ceny połączeń.

skoro tako rzecze reklama, maluczcy, którzy nie zwykli wnikać w SENS tego typu komunikatów, przyjmują prawdę objawioną. a potem... primo: wierzą, że korzystają z darmowych połączeń, choć słono za nie płacą, cieszą się z całkowicie bezpłatnej zmiany i dodatkowych bonusów, uznają ceny płatnych połączeń. secundo: zaczynają w ten sposób kategoryzować i opisywać świat.
muszę przyznać, że nie czuję się w takim świecie ani dobrze, ani bezpiecznie.

może zmienię branżę? np. zaszyję się w bibliotece i będę sprawdzać, czy opasłe tomiska stoją równo na półkach – albo pójdę do wydawnictwa (koniecznie książkowego), by z czasem stać się archetypiczną redaktorzycą...
próbowałam, nie wyszło. cóż pozostaje? niezgoda na takie procedery i refren róbmy swoje.

1 komentarz:

lapsus, anakolut i pleonazm pisze...

może trzeba przeprowadzić kampanię społeczną?

"pilnuj swojego języka"

oraz

"strzeżonego nie nabierze"

:-)