Żyrardów, dworzec kolejowy. To stąd co rano do pracy wyrusza rzewny wicepremier Waldemar Pawlak. Czas podróży wykorzystuje na popłakiwanie i drobne wzruszenia. Po dotarciu do Warszawy wybucha szlochem i ocierając ślozy jedwabną chusteczką kroczy do ministerstwa, gdzie już czekają na niego wyposażeni w harfy i skrzypce współpracownicy. Przez osiem godzin zespół wicepremiera oddaje się tęsknym śpiewom, żałosnym rzępoleniom i nostalgicznym zawodzeniom, po czym wicepremier, w asyście wiernej chusteczki, wraca na dworzec.

Sądząc po stanie psychiki ministra gospodarki, kryzys jest cięższy niż się wydaje.
Lapsus nadesłała rzewna kam. Dziękujemy!
3 komentarze:
Świetny opis. ;~)
Rzewny taki rzekłabym... ;]
Ten błąd robi nawet moja koleżanka - polonistka...
rzewny oj rzewny ten Pawlak
Prześlij komentarz