Aleksander Doba to podróżnik najwyższej klasy - samotnie przepłynął Atlantyk, i to nie byle czym, bo kajakiem. Nie ma się więc co dziwić, że również w podróżach lotniczych nie wybiera najłatwiejszych rozwiązań. Podczas powrotu ze swojej wielkiej wyprawy przeleciał samolotem, który na trasie z Monachium do Warszawy zaliczył międzylądowanie w Nowym Jorku.

Ponieważ arcykajakarz Doba pochodzi ze Szczecina, tam też udał się z warszawskiego Okęcia. Nie mamy na ten temat precyzyjnych informacji, ale podejrzewamy, że jeszcze nie dotarł do domu, bo z Warszawy do Szczecina jedzie bezpośrednim PKS-em przez Bukareszt albo pociągiem, który dłuższy postój ma w Tallinie.
Lapsus nadesłał Tajny Współpracownik. Dziękujemy! Przy okazji pozdrawiamy też autora tekstu, pana Grzegorza Lisickiego, który w ciągu ostatnich miesięcy stał się naszym ulubionym dziennikarzem. Tak trzymać! Czekamy na nowe materiały!
1 komentarz:
ot ciekawa podróż :) ciekawsza nawet niż to kajakowanie :D
Prześlij komentarz